Rozdział 50: Best Bad Friend - Michael Patrick Kelly


Dwa dni później 


Niemcy/Wyspa Rugia/ Sanssiniz

Nadszedł dzień przyjazdu firmy pogrzebowej, by zabrać ciała Emmy i Hansa do Polski. Do tego czasu Antoni wraz z Joey'em zadzwonili do swoich bliskich i przekazali wszystko co już wiedzą na temat śmierci Hansa i Emmy. Antoni dodał jeszcze że wraz z Alanem jeszcze dziś lub jutro wrócą do Polski. A razem z nim przyjedzie Joey wraz z synem Lucką by pomóc w przygotowaniach do pogrzebu ich bliskich przyjaciół. Jedyną rzeczą którą Antoni nie przekazał swojej rodzinie to informacje na temat testamentu Hansa i co dokładnie w nim jest napisane. Wolał, by Wiktoria sama poinformowała o zmianach, jakie ją czekają.

Antoni także do tego czasu spotkał się z Wojtkiem Janickim przyrodnim bratem Natalii, a zarazem dziennikarzem lokalnej gazety. Podziękował szwagrowi, że udało się jemu powstrzymać kolegów z branży.

Tego dnia, w którym Sebastian Kossak miał przyjechać wraz ze swoją firmą zabrać ciała zmarłych do Polski, Antoni wraz z synem Alanem obudzili się po godzinie 8:00. Obudził ich dźwięk trąbiącego samochodu, który w tym czasie podjechał pod ich domek letniskowy. Był to Joey wraz ze swoim synem Luką.

- Stary czyś ty zdurniał. Jest dopiero ósma z minutami, a ty trąbisz.– powiedział zaspany Antoni stojąc w drzwiach samej podkoszulce i bokserkach

- Ósma czy nie ósma, ale trzeba pojechać do szpitala i pozałatwiać wszystko.– powiedział Joey wychodząc z samochodu i idąc w stronę domku letniskowego. Razem z nim poszedł także Lucka

- Zdążymy, nie martw się. Na 10:00 jesteśmy umówieni z Meyerem. Więc nie ma pośpiechu.– powiedział Antoni wchodzę z powrotem do domu – Chłopaki kawa dla was.– dodał idąc w stronę aneksu kuchennego

- Ja poproszę.– powiedział Lucka siadając na kanapie

- Wiem, ale trzeba wszystko przemyśleć. – powiedział Joey siadając obok syna

- Co przemyśleć, już nie przesadzaj. My tylko idziemy poinformować o przyjeździe Kossaka.– Antoni z górnej szafki wyjął dwa kubki. Następnie wsypał do nich po dwie łyżeczki kawy i zapatrzył. Po chwili podał chłopakom.

- Tylko to.– powiedział zdziwiony Joey

- Tak tylko to. Jedynie co trzeba jeszcze zrobić to opłacić za przetrzymanie ciał w kostnicy.

- A to, to wiadomo.

- Przepraszam, że przeszkodzę w tej poważnej rozmowie. – powiedział Lucka przerywając rozmowę – Ale gdzie jest Alan. – spytał spoglądając na Antoniego 

- Na górze. Za pół godziny zejdę. – krzyknął Alan z góry – Tato łazienka jest moja. – dodał, a następnie trzasnął drzwiami od łazienki

- No to się już wymyłem. – powiedział Antoni. Następnie wrócił do aneksu i także zrobił sobie kawę

- A Anton dostałeś wczoraj sms'a z nowiną. – powiedział Joey spoglądając na Antoniego, który w tym czasie zaparzał sobie kawę

- Jaką nowiną? – spytał Antoni

- Nasze rodzeństwo ma już datę wyznaczoną na ślub. Wczoraj dostałem wiadomość od Tani. – powiedział Joey upijając łyk kawy

- Ty chyba żartujesz. – powiedział Antoni siadając wraz z kawą na jednym z foteli

- Nie, wczoraj wszystko po załatwiali i powiadomili resztę.

- Ciekawe kiedy mamie powiedzą. – powiedział zastanawiająco Antoni

- Aha... Już widzę reakcję cioci. Będzie im truć dupę. – powiedział ze śmiechem Joey

- To  na pewno.

Po zaledwie 20 minutach Alan dołączył do Antoniego, Joeya i Lucki. Alan przekazał ojcu, że łazienka jest wolna. Antoni słysząc słowa syna od razu poszedł na górę do pokoju, w którym nocował. Wyjął z walizki świeżą bieliznę, ręcznik, kosmetyczkę i ubranie i wraz z tym wszystkim  poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic i ogolić.

Po kilku minutach Antoni wyszedł z łazienki. Ubrany w czarne jeansy i czarny t-shirt zszedł na dół. Spytał się Joeya i Lucki czy jedli śniadanie, i gdy usłyszał odpowiedź nie, postanowił z pozostałymi panami że pójdą na śniadanie do pobliskiej restauracji, która znajduje się na terenie ośrodka letniskowego. Wyszli więc wszyscy przed domek letniskowy i poszli w stronę restauracji, która znajdowała się sześć domków dalej. Tam nie zastanawiając się nad menu postanowili, że wszyscy zamawiają po dużym omlecie na śniadanie.

Podczas śniadania nie obeszło się bez dyskusji. Antoni wraz z Joeyem zaczęli zastanawiać się nad terminem pogrzebu by mogli na nim być znajomi Hansa i Emmy z Niemiec.

- No nie czy wy nie przesadzacie.– powiedział Alan słysząc rozmowę ojca z Joeyem

- Właśnie. – dodał Łucka – Przecież zdąży się wszystko przekazać.– dodał Lucka upijając łyk soku jabłkowego, który zamówił do śniadania

- A jak nie. To później będzie na nas, że komuś czegoś nie przekazaliśmy.– powiedział Joey spoglądając na syna

- Tato błagam. Przecież dopiero będą zabierać ciała zmarłych do Polski. I chyba od razu terminu wam nie wyznaczy.

- No nie. Dzisiaj tylko zabierają ciała, a jutro albo pojutrze będziemy wszystko załatwiać z nimi w biurze na mijscu.

- No właśnie. Więc po co się martwicie na zapas. Przyjedzie facet, pogadacie z nim. Powiecie jemu jaka jest obecna sytuacja, że większość osób dojeżdża z Niemiec. Facet powinien to zrozumieć, i na pewno wyznaczy taki termin, by wszyscy mogli przyjechać. Przecież tak z dziadkiem było, tydzień po śmierci był pochowany.  I co był problem, nie. – powiedział Alen spoglądając na ojca

- Dobra może naprawdę za dużo panikujemy.– powiedział Antoni ubijając soku

- Niech wam będzie. – powiedział Joey

Kilka minut przed umówioną godziną spotkania Meyer pojawił się na terenie ośrodka letniskowego. Dowiadując się od ochrony, że Antoni wraz z Joeyem widziani byli w okolicy restauracji poszedł tam od razu. Przywitał się ze wszystkimi. Następnie doktor wraz z Antonim i Joeyem pojechali jego samochodem do szpitala Świętej Rodziny w Sassiniz. Tam Mayer zaprowadził Antoniego i Joeya do doktora Lopeza, ciemnoskórego lekarza, który pracował w kostnicy, która znajdowała się w piwnicy szpitala. Antoni poinformował Lopeza, że o godzinie 12:00, lub kilka minut po 12:00 do Sanssiniz przyjedzie firma pogrzebowa dwoma karawanami i zabierze ciała zmarłych. Poinformował też lekarza, żeby nie było jakieś pomyłki to jeszcze raz Antoni wraz z firmą pogrzebową pojawi się u niego w kostnicy. Lopez poinformował ich, że wszystko rozumie i że będzie na nich czekał. Następnie przekazał Antoniemu i Joeyowi formularz do wypełnienia informujący, że osoba zgłaszająca się po ciało zmarłej, jest jej krewnym lub ma zgodę prawną na odebranie ciała. Panowie podpisali dokument. Następnie wyszli ze szpitala i wrócili do ośrodka letniskowego.

Kossak tak jak obiecał tak i zrobił. We wtorek o godzinie siódmej wyjechał z pod firmy dwoma samochodami. Wraz z nim pojechało trzech zaufanych pracowników. Kossak dzień przed wyjazdem wiedząc, że nikt nie zna drogi do celu, ustalił z pracownikami że będę poruszać się nawigacją i że pojadą na Berlin, a z stamtąd prosto na wyspę. Ustalił też, że będą robić postój co dwie lub trzy godziny w zależności od znalezienia jakiegoś zajazdu lub CPN.

Kilka minut po godzinie czternastej, Kossak wraz z ludźmi dotarł pod szpital Świętej Rodziny w Sassiniz. Tam czekali już na nich Antoni, Joey i dr Mayer. Joe od razu chciał by Kossak i jego ludzie, jak najszybciej zabrali ciała zmarłych. Bał się, że mężczyzna rozmyśli się i zostawi ich samych z tym wszystkim. Ale Meyer wraz z Antonim zaproponowali by mężczyźni odpoczęli i zjedli coś w pobliskiej restauracji. Meyer dodał, że w szpitalu wszystko już wiedzą i że nie będzie problemu, jak ciała odbierze się w późniejszym czasie. Kossak podziękował za gościnę, ale także przeprosił i poinformował, że wolał by od razu zabrać ciała zmarłych, by nie mieć nocą problemu z przekroczeniem granicy. Meyer słyszą słowa Kossaka poinformował go że nieważne o jakiej godzinie wyjadą Kossak i jego ludzie nie będą mieć problemu z przekroczeniem granicy. Dostaną od dyrekcji szpitala specjalny dokument ułatwiający przewiezienie ciał przez granicę. Antoni dodał też, że mecenas Klaus przyjaciel zmarłych pozostawił dodatkowe dokumenty ułatwiające transport ciał przez granicę. Doktor dodał jeszcze, że gdy Kossak i jego ludzie chcieli zostać na noc i zabrać ciała dopiero jutro to nie będzie problemu nocleg dla nich się znajdzie także w domkach letniskowych. Po namyśle i rozmowie z pracownikami Kossak postanowił, że wraz z ludźmi zostaną na noc. Dopiero następnego dnia po godzinie 9:00 ciała Emma i Hansa zostaną zabrane ze szpitalnej kostnicy i przetransportowane do Polski.


Belgia/Bruksela

Tego dnia pogoda w Brukseli była przeciętna dla mieszkańców miasta. Nie było upału, wręcz przeciwnie. Ciepłe słońce z łagodnym podmuchem wiatru otulało mieszkańców. W sam raz by gdzieś wyjechać i się zrelaksować.

Chris wraz z Rebecką już od trzech godzin byli na nogach. Czekali w swoim mieszkaniu na przyjazd Maurycego i jego ludzi z firmy przewozowej. Chris zaraz po przekazaniu danych firmie przewozowej Maurycego przez Patricka i wiktorię, bez wahania skontaktował się z Maurycym i poprosił go o pomoc w sprawie przeprowadzki. Maurycy wiedząc już wszystko od Wiktorii zgodził się pomóc Chrisowi.

- Co ty tak się kręcisz? – spytała Rebeka widząc, jak Chris chodzi w ten i z powrotem.

- A nic... będę się śmiać, jak zostaniemy z tym wszystkim sami. Chyba będziesz musiała sama pojechać do Monachium tylko ze swoimi rzeczami, a ja będę po trochę zwoził do Niemiec.– powiedział Chris chodząc po całej kuchni

- A o której ten facet miał być. – powiedziała Rebeka podając Chrisowi kubek z kawą

-  Już powinien być. Jak z nim rozmawiałam przez telefon to wspomniał, że będzie między 9:00, a 10:00, a jest już po 10:00. Mam nadzieję że nas nie olał.– powiedział Chris siadając wraz z kawą przy stole w kuchni

- Nie przesadzaj dopiero jest dziesięć minut spóźnienia. – powiedziała Rebecka spoglądając na zegarek na ręce – Zresztą poczekajmy jeszcze, może coś po drodze się stało i nie może dojechać.

- Mam nadzieję. Jak Paddy przekazywał jego dane to wyczułem, że mogą być jakieś problemy.

- A czemu tak mówisz. – powiedziała Rebecka upijając łyk swojej kawy

- To były chłopak obecnej dziewczyny Michaela.

- Tej Wiki. – zdziwiła się Rebecka słysząc słowa partnera

- Tak.

- No proszę, ale numer. 

W pewnym momencie Chris usłyszał dobiegający z salonu dźwięk swojego telefonu. Podniósł się z krzesła i wyszedł z kuchni. W salonie chwycił za telefon, który leżał na jednym z kartonów przygotowanych do przeprowadzki. Widząc na ekranie polski numer telefonu bez wahania odebrał telefon. Był to Maurycy, młodszy brat Igora, który wraz z trzema pracownikami przyjechał do Brukseli na prośbę Wiktorii, by pomóc Chrisowi w przywiezieniu jego rzeczy do Monachium. Maurycy poinformował, że jest już w Brukseli, i że za niespełna 20 minut będzie na miejscu. Poinformował też jaki mniej więcej będzie samochodem, gdyby Chris czekał na niego na dole. Chris słysząc to wszystko podziękował i poinformowała że za kilka minut zejdzie na dół i będzie czekał na Maurycego i jego ekipę na dole.

Po skończonej rozmowie telefonicznej Chris poinformował Rebeckę, że za kilka minut będzie tu ekipa przeprowadzkowa.

- Rebecka pakuj wszystko to co jeszcze zostało. Facet za kilka minut tu będzie.– powiedział Chris wychodząc z salonu

- Co jest już. – powiedziała kładąc kubek po swojej kawie do zlewu

- Tak. Za kilka minut tu będzie. Słuchaj ja schodzę na dół, tam się z nim spotkam.

- I po co się tak denerwowałaś.– dodała spoglądając na partnera

- Ej tam... od razu denerwowałam.– Chris chwycił za buty i szybkim ruchem ubrał je, a następnie wyszedł z mieszkania

- Co aj tam! – krzyknęła za wychodzącym z domu Chrisem

Rebecka wymyła kubki po kawie i talerze które wcześniej pozostawili w zlewie po śniadaniu. Osuszyła wszystko i położyła na stole w kuchni. Następnie poszła do salonu i wróciła z jeden z kartonów z napisem "kuchnia", w którym pochowane były pozostałe talerze i kubki. Wyjęła z kartonu folię bąbelkową i taśmę klejącą. Folią owinęła talerze i kubki. Robiąc miejsce w kartonie wsadziła wszystko do niego. Do kartonu wsadziła jeszcze słoik z kawą. Następnie zakleiła karton taśmą. Rozglądając się po całej kuchni Rebeka zauważyła jeszcze czajnik. Chwyciła za niego i wylała resztkę wody. Osuszyła go ręcznikiem papierowym, a po chwili owinęła folią bąbelkową. Następnie zaniosła wszystko do salonu, gdzie stały już pozostałe kartony z popakowanymi rzeczami.

Chris zszedł na dół i wyszedł przez bramę. Stanął kilka metrów od niej i zaczął wpatrywać samochód. Widząc dojeżdżającą granatową ciężarówkę z napisem "przeprowadzki" w języku polskim i symbolem fotela i kartonów, podszedł bliżej ulicy. Ręka zaczął nakierowywać samochód na wolne miejsce parkingowe.

- Dzień dobry pan Maurycy Nowak. – powiedział Chris do wychodzącego z samochodu za kierownicy mężczyzny, bruneta o latynoskiej karnacji

- Nie, szef jest tam. – powiedział brunet pokazując na szatyna stojącego  po drugiej stronie samochodu

- A dziękuję... - rzekł Chris i odsunął się w stronę Maurycego – Pan Nowak. – dodał po chwili

- Tak. – powiedział Maurycy podając rękę Chrisowi – A pan to Heidenbauer. – dodał 

- Tak Chris Heidenbauer. To ze mną pan rozmawiał w sprawie przeprowadzki.

- A to pan mówił o przeprowadzce do Niemiec. Wiktoria coś wspominała. – powiedział Maurycy idąc za Chrisem

- Wiktoria! – zdziwił się Chris słysząc słowa Maurycego

- Tak. Wspomniała, że przyjaciel Michaela potrzebuje pomocy w przeprowadzce. Więc czemu nie pomóc.

- A rozumiem.

Chris zaprowadził Maurycego i jego ludzi do swojego mieszkania. Tam panowie przywitali się z Rebecką. Rebecka przeprosiła, że obecnie nie ma jak zrobić im kawę, ale może zamówić z pobliskiej restauracji. Maurycy podziękował za kawę. Przeprosił i poinformował, że od razu wszyscy wezmą się za przeniesienie kartonów do samochodu, by mogli jak najszybciej ruszyć do Monachium. Chris wiedząc ile kartonów jest do przewiezienia postanowił pomóc. Chwycił więc za jeden z kartonów i zniósł go do samochodu.

Cały ten etap z przeniesieniem kartonów i niektórych mebli do samochodu trwało niespełna godzinę. Dopiero kilka minut po jedenastej jeden z pracowników Maurycego zamknął ostatecznie bagażnik samochodu. Następnie Chris wraz z Maurycym omówili trasę dojazdową do Monachium. Ustalili, że pojadą autostradą, i że będą trzymać się blisko siebie. Ustalili też, że postój będą robić co dwie lub trzy godziny.

Po ustaleniu wszystkiego z Maurycy Chris wiedząc, jak długa będzie trasa do Monachium i że jeśli nie będzie żadnych utrudnień na drodze to na miejscu będą dopiero po godzinie 21:00. Postanowił, że załatwi nocleg dla Maurycego i jego ludzi, a dopiero jutro wszystko przeniosą do nowego mieszkanie. Zadzwonił więc do Patricka i poprosił by ten zarezerwował w jednym z hoteli pokoje. Poprosił też o dodatkowy pokój dla siebie i Rebeki. Patrick zgodził się wszystko pozałatwiać, Jedynie na co się nie zgodził to na pobyt Rebeki i Chrisa w hotelu. Za namową Wiktorii zaprosił przyjaciela i jego narzeczoną do nich i poinformował, że Patricia przygotuję dla nich pokój gościnny. Po rozmowie z Patrickiem Chris poinformował Maurycego, że w Monachium będą czekać na nich pokoje noclegowe. Maurycy i jego ludzie podziękowali i zgodzili się zostać na tą noc i dopiero następnego dnia wszystko rozpakować.

W tym czasie, gdy ostatnie kartony pakowane były do samochodu Rebeka postanowiła oddać klucze siostrze właściciela mieszkania. Oddaliła się więc od pozostałych i poszła w stronę innej kamienicy, która znajdowała się dwie przecznice dalej. Tam przekazała kobiecie klucze. Wracając niespodziewanie natknęła się na Joelle, która w tym czasie wychodziła z jednej z kawiarni.

- O Rebeka zaczekaj, co u was słychać. – Joelle krzyknęła do kobiety, znajdującej się po drugiej stronie ulicy

- Sorry, nie mam czasu, śpieszę się. – powiedziała Rebecka nie zwracając uwagi na Joelle

- Słuchaj co byś powiedziała na spotkanie z ploteczkami. – rzekła Joelle dorównując kroku Rebece

- Sorry, ale niestety musisz znaleźć sobie inną przyjaciółkę do plotek.

- Jak dzisiaj nie możesz to może jutro.

- Sorry, ani dziś, ani jutro, ani żaden inny dzień. Wyprowadzamy się z Chrisem.

- Jak to, kiedy.

- Dziś. Właśnie oddałam klucze właścicielom.

- No chyba nie wyprowadzacie się z Brukseli. Dalej będziecie tu mieszkać.

- Wręcz przeciwnie. Wyprowadzamy się do Niemiec. – powiedziała skręcając w stronę kamienicy

- A szkoda myślałam że jeszcze się spotkamy i pogadamy. Powiedziałabyś mi co tam słychać u ciebie i Chrisa, … i pozostałych. – powiedziała Joelle idąc cały czas za Rebecką

- U pozostałych. – buchnęła śmiechem Rebecka – Niech zgadnę.... Michael. – dodała ironicznym tonem

- Nie interesuje mnie ta osoba. Zresztą znając tą osobą to na pewno wrócił do klasztoru.– powiedziała Joelle spoglądając na Rebeckę

- Niestety ale muszę cię rozczarować. Twój były nie wrócił do klasztoru wręcz przeciwnie.

Rebeka skręciła w ostateczną ulicę, gdzie czekał już na nią Chris wraz z Maurycym i jego ludźmi.

- Tak jasne to ciekawe co robi.

W tym czasie Chris wraz z Maurycym stali przed samochodem Maurycego i rozmawiali. Maurycy wytłumaczył Chrisowi kim naprawdę jest dla Wiktorii i że to jego brat jest byłym chłopakiem Wiki, z którym Patrick się nie lubi. A on w młodości przyjaźnił się z Patrickiem i ma nadzieję, że ta przyjaźń wróci. Chris słysząc cała tą historię zaufał Maurycemu i poinformował go, że podczas ostatniej rozmowy z Patrickiem dowiedział się o śmierci Hansa i Emmy.

- No nie ty nie mówisz serio.– powiedział zaskoczony Maurycy słysząc słowa Chrisa

- Niestety nie. Razem z tą waszą znajomą pojechali na miejsce wypadku zająć się ich dzieckiem.

- Z Wiktorią.

- Tak.

- Boże dopiero co się pobrali. 

- Sam w to nie mogę uwierzyć. Po rozmowie z Patrickiem myślałem, że to tylko zwykły wypadek. W niedzielę dowiedziałam się, że oni zginęli na miejscu.

- Rany boskie. Rok temu Wiki pochowała ojca. A w tym najlepszych przyjaciół. Nie wiem jak to Pani Ela wytrzyma, oni byli dla niej jak dzieci.

- Pani Eli?– zdziwi się Chris słysząc słowa Maurycego

- Tak, to mama Wiktorii.

- A rozumiem. – powiedział Chris, po chwili dodał – Nie znałem ich za dobrze, bo za krótko ich znałam. Ale szkoda mi ich, zamłodzi byli, by umierać. Mieli jeszcze całe życie przed sobą.

- Oj tak masz rację. Emma i Hans zbyt młodo umarli.– powiedział Maurycy upijając łyk kawy, którą w tym czasie przyniósł jemu i Chrisowi jeden z pracowników z pobliskiej kawiarni

Po niespełna dwudziestu minutach Rebecka wróciła. Nie chcąc słyszeć dalszego nadawania Joelle, podeszłam do Chrisa i poinformowała go, że czeka na niego w samochodzie. Chris widząc nadchodzące dziewczyny ostrzegł Maurycego kim naprawdę jest Joelle dla Patricka i jak bardzo kobieta skrzywdziła jego rodzinę. Joelle widząc tajemniczego mężczyzny z  Chrisem postanowiła podejść i podsłuchać ich rozmowę. Słysząc ostatnie słowa na temat śmierci Hansa i Emma postanowiła wykorzystać sytuację i wypytać mężczyznę o pogrzeb zmarłych przyjaciół i jej byłego partnera by móc pojechać na pogrzeb i spotkać się z Patrickiem

- Co o czym wy mówicie. Emma i Hans nie żyją. – powiedział Joelle podsłuchując rozmowę Chrisa i Maurycym

- Tak. A co cię to obchodzi. – powiedział Chris

- O matko co się stało, że Hans i Emma nie żyją?

- A ty co, nagle się nimi zainteresowałaś.– powiedział ironicznym głosem Chris

-Jak to czemu, przecież są moimi przyjaciółmi.– powiedziała Joelle podchodząc bliżej

- Przyjaciółmi!– zaśmiał się Chris– Z tego co wiem to byli przyjaciele Patricka a nie twoi. Ty tylko burczałaś na nich.– dodał

- No nie przesadzaj. Od razu burczałaś.

- A nie, Przecież cały czas narzekałaś, że po co Patrick przyjaźni się z sierotami.

- Oj tam. No więc kiedy pogrzeb, z chęcią pojawię się na pogrzebie.

- Pogrzebie. Ty chyba żartujesz. – zaśmiał się Chris – Ty chcesz iść na pogrzeb. – dodał

- A tak. Chcę ich pożegnać. Więc kiedy ten pogrzeb.

- Nie wiem, dopiero co się dowiedziałem o ich śmierć. Zresztą jak bym coś wiedział to bym ci nic nie powiedział.

- A po drugie, maleńka. Nie wiadomo czy pogrzeb wogóle odbędzie się w Niemczech. – wtrącił Maurycy widząc, jak Chris męczy się rozmową z Joelle

- Maleńka, jak śmiesz tak do mnie mówić. – powiedziała zezłoszczona Joelle słysząc słowa Maurycego – Zresztą kim ty jesteś.

- Kumplem Michaela.

- Maurii myślisz, że pogrzeb odbędzie się w innym kraju. – zdziwił się Chris słysząc słowa Maurycego

- Tak. Znając rodzinę Wiktorii to na pewno ściągną ciała zmarłych do Polski i tam ich pochowają.

-A rozumiem.

- A ta Wiktoria to gdzie mieszka.– spytała Joelle

- Nie twój interes.– powiedział Chris odsuwając się od samochodu

- Szefie jedziemy. – powiedział jeden z pracowników zamykając bagażnik samochodu

- Tak zbieramy się już.– powiedział Maurycy spoglądający na pracownika.– Z Brukseli musimy wyjechać gdzieś tak przed 12:00 bo później będzie ciężko.– dodał

- Nikt mi nic nie powie, gdzie ten pogrzeb będzie.– powiedziała rozłoszczona Joelle widząc jak wszyscy siadają do samochodów – I tak się dowiem.– krzykła za Chrisem

Chris wraz z Maurycym i jego ludźmi wsiedli do samochodu. Po ustaleniu wcześniejszym Chris jako pierwszy odjechał spod kamienicy i poprowadził pozostałych w stronę wyjazdu z Brukseli. Była godzina dwunasta, jak ostatecznie wszyscy wyjechali na autostradę prowadzącą do Niemiec.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 46: Santa Maria - The Kelly Family

Rozdział 47: You Got Me Rockin' Now - The Kelly Family

Rozdział 45: Tolerancja - Stanisław Sojka