Rozdział 51: Run Free -Michael Patrick Kelly

 

Kilka dni później

 

Po tygodniowym pobycie w Monachium Wiktoria wraz z Patrickiem postanowili pojechać  do Polski i powiadomić panią Ele i pozostałych o ślubie. Spakowali się więc ze dwa dni wcześniej, by dzień przed wyjazdem pójść na parapetówkę do Chrisa i Rebeki.

-Wiki, no chodź już wreszcie. – powiedział Patrick do Wiktorii, która w tym czasie przebywała  w salonie u Patricii – Szesnasta z minutami, a my jeszcze musimy zajechać do kwiaciarni i po wino. – dodał mężczyzna 

- Już idę. – powiedziała Wiktoria wychodząc z salonu – Gdyby coś się działo to dzwoń. – dodała spoglądając na Patricię

- Dobrze. Idźcie już Idźcie, bo na pewno wrócicie po północy.– powiedziała Patricia idąc za Wiktorią– A o której jutro planujecie wyjechać.– spytała

- Po dziesiątej wyjedziemy z stąd.– powiedział Patrick spoglądając na siostrę. – Dlatego idziemy na 17:00 do Chrisa, tak byśmy mogli wrócić po 21:00 i jeszcze się wyspać.– dodał

- A do cioci Jak planujecie iść.

- Na drugi dzień w niedzielę będziemy u niej na obiedzie i wszystko jej powiemy.– powiedziała Wiktoria spoglądając na Patricie

- Najpierw to Wiktoria musi się spotkać ze swoimi przyjaciółkami. –powiedział ze śmiechem Patrick

- Paddy, bo cię zaraz. – rozłościła się Wiktoria słysząc słowa Patricka 

- No co nie jest tak. 

- Dobra, już dobra kochani idźcie już, bo jeszcze się spóźnicie. A bo zapomnę jutro przed wyjazdem zrobię wam śniadanie.

- Dzięki Pati. - powiedziała Wiktoria żegnając się z Patricią

Patrick wraz z Wiktorią wsiedli do wiśniowego BMW. Pojechali na Monachium. Po drodze za jechali do kwiaciarni. Tam za namową Wiktorii kupili kwiatka w doniczce, a dokładnie różowego storczyka zaproponowanego przez kwiaciarkę. Do kupili jeszcze do niego ozdobną donicę i poprosili kobietę o ozdobienie storczyka. Po wyjściu z kwiaciarni Patrick poszedł do pobliskiego sklepu z alkoholem, by kupić dobre czerwone wino. Wiktoria zaś wraz z kwiatem wsiadła do samochodu. Mając już wszystko Patrick dołączył do Wiktorii. Po chwili odjechali oboje w stronę osiedla małych bloków apartamentowych, które znajdowało się w jednej z dzielnic miasta. 

Dwadzieścia minut później byli już na miejscu. Patrick zaparkował przy jednym z bloków w kształcie litery U. 

- To na pewno tu.– powiedziała Wiktoria wychodzę z samochodu

- Tak ul Braci Grimm. To nowe osiedle niemieckich poetów i pisarzy. – powiedział Patrick podchodząc do Wiktorii –Blok C, a co? – dodał 

- A nic po prostu się dziwię że takie niskie bloki po stawiali, zaledwie sześć pięter. 

- No też się dziwię. No to co idziemy.

Wiktoria potaknęła i oboje ruszyli w stronę bramy nr 7. W pewnym momencie Wiktoria się zatrzymała i spojrzała przed siebie. Patrick widząc to zatrzymał się i spojrzał na ukochaną.

- Wiki wszystko w porządku. – spytał widząc przerażoną minę Wiktorii

- Może sam tam pójdź, a ja na spokojnie taksówką wrócę do domu. 

- No nie ty chyba oszalałaś. Bez ciebie nie idę. – powiedział Patrick podchodząc do Wiktorii

- A jak mnie nie zaakceptują. 

- Kogo, ciebie mają nie zaakceptować. Nie przesadzaj. Przecież już ich poznałaś. I złego słowa na twój temat nie powiedzieli. Więc nie wymyślaj.

- Wiem ale mogłam im nie podpaść. Nie chcę, abyś miał przeze mnie jakieś problemy w zespole.

Patrick słysząc słowa Wiktorii zaśmiał się. Następnie chwycił ukochaną za rękę i pociągnął w stronę bramy. Po chwili weszli oboje do środka i windą pojechali na szóste piętro. Po wyjściu z windy nie wiedząc dokładnie, w którą stronę mają skręcić zaczęli krążyć po piętrze. Chris słyszę za drzwiami dobiegające głosy, w tym głos Patricka, wyszedł na klatkę i zawołał: 

- Paddy tutaj.– zawołał Chris

- O hej stary. – Wiktoria wraz z Patrickiem weszli do mieszkania – Sorry trochę pobłądziliśmy. Proszę Wino dla was. – dodał podając butelkę wina kumplowi

- Nie dziwię się, porąbana numeracja tu jest. – rzekł Chris odbierając wino

- A gdzie Rebecka. – spytała Wiktoria nie widząc nigdzie narzeczonej Chrisa

- Jakaś godzinę temu wyszła do sklepu coś kupić do jedzenia na dziś. Wcześniej nie miała kiedy co przygotować, do firmy ją rano wezwali. 

- Rozumiem. Kwiatka kładę wam na kartonie, bo mebli to ja tu nie widzę. – powiedziała wchodząc do salonu, a następnie położyła storczyka na jednym z kartonów

- Meble są. – powiedział Chris wchodząc wraz Patrickiem za Wiktorią do salonu

- Gdzie? 

- Przed tobą w kartonach. Godzinę temu je przywieźli. 

- No widzisz Paddy, a mówiłam, żebyśmy się im nie pchali. Na spokojnie mogli się najpierw urządzić. 

- Oj tam Wiki. Przyszliśmy na ich zaproszenie. 

- Spoko nie przeszkadzacie nam. Wręcz przeciwnie. Paddy pomożesz mi przy skręceniu mebli.

- Jasne. Przecież ci obiecałem. 

- Składanie mebli. Przecież mówiłeś o parapetówce. – zdziwiła się Wiktoria

- Oj się czepiasz. Inaczej byś nie przyszła. 

- Z tym masz rację. Do składania mebli to ja nie jestem potrzebna. 

- Ale do towarzystwa tak. – powiedział Patrick całując Wiktorię w policzek 

- No niech będzie, wybaczam. A tak z ciekawości to na czym wy śpicie.– spytała Wiktorię spoglądając na Chrisa

- Na dmuchanym materacu, który Rebecka od kumpeli dostała.

W tym czasie do mieszkania weszła Rebecka. Słyszę swoje imię zdziwiła się i zapytała.

- Co Rebecka, co Rebecka.– powiedziała wchodząc do salonu z dwiema torbami zakupów

- A nic Wiki spytała, gdzie cię wcięło. – Chris odebrał zakupy od Rebecki i zaniósł je do kuchni, która znajdowała się w drugim pomieszczeniu obok salonu

- A już jestem. Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli, po drodze pizzę zamówiłam. Niestety nie dostałam tego czego chciałam, a z tego co kupiłam nie wiem czy coś wyjdzie. – powiedziała Rebeka – O jaki ładny kwiat to dla nas. – dodała widząc stojącego na kartonie storczyka

- Tak. – kiwnęła głową Wiktoria – Pomogę ci może coś razem wymyślimy do jedzenia. – dodała 

- Jasne chodź. – dziewczyny wyszły z salonu. W drodze do kuchni Wiktoria usłyszała, jak Chris proponuje Patrickowi piwo, zatrzymała się, a następnie wróciła się do salonu. 

- No to co. Piwko stary i skręcamy meble. – powiedział Chris

- No wiadomo.

- O nie, a ni mi się waż.– powiedziałam Wiktoria stojąc w progu salonu – Ja nie będę za kierownicą całą drogę siedzieć.– dodała spoglądając na Patricka

- Ale Wiki... 

- Co Wiki. Wolisz dojechać do domu w ciągu 7-8 godzin. Czy dojecha0ć po ponad 12 godzinach. Bo znając mnie, jak będę prowadzić to na pewno co częściej się będę zatrzymać dla dziecka.

- Dobra już dobra. – powiedział Patrick spoglądając na Wiktorię, po chwili spojrzał na Chrisa i dodał – Sorry stary musisz mi wybaczać, ale nie dziś. 

- Gdzie wy się wybieracie. – spytał zaciekawiony Chris spoglądając na zmianę raz na Wiktorię raz na Patricka

- Jutro jedziemy do Polski, odwiedzić rodzinę Wiktorii. Poinformować ich o zmianach jakie nas czekają.

- Zmianach jakich zmianach. – spytała Rebecka, która z ciekawości wróciła do salonu

- Jak wam o tym powiedzieć. – powiedział Patrick drapiąc się po głowie 

- Prosto z mostu. – powiedział Chris

- Chyba się nie rozstajecie. – dodała Rebecka

- O matko. – Patrick wziął głęboki wdech, po chwili widząc, że Wiktoria podeszła bliżej niego objął ją i dodał – Za pięć tygodni jest nasz ślub. - dodał

- Co? – zdziwiła się Rebecka

Chris słysząc słowa kumpla buchnął śmiechem. Nie mogąc opanować śmiechu mężczyzna, aż kucnął

- Powiedzcie, że to jest żart. – powiedziała Rebecka – Chris uspokój się wreszcie. – dodała widząc, jak partner się zachowuje

- Ja rozumiem wszystko. Wróciliście do siebie po latach, ale nie przesadzacie ślub i to po kilku tygodniach związku. – powiedział Chris ze śmiechem

- Niestety nie. Mamy zaledwie trzy miesiące na wzięcie ślubu i adopcję dziecka. – powiedziała Wiktoria spoglądając na Rebeckę

- Tak jest w testamencie. – dodał Patrick spoglądając na Chrisa – Stary może pampersa ci pożyczyć. – dodał widząc, jak dalej kumpel zwija się ze śmiechu

- Czekajcie, czy ja dobrze słyszę. – powiedziała zdziwiona Rebecka – Testament. 

- Tak. Hans zabezpieczył małą spisując testament. Wpisał nas jako prawnych opiekunów Anji. – powiedziała Wiktoria

- 24 września bierzemy ślub. Cywilny, ale ślub. – powiedział Patricka przytulając Wiktorię

Chris słysząc te słowa spoważniał. Podszedł bliżej do pozostałych. Stanął na przeciwko Patricka i spojrzał jemu w oczy. Widząc spokojny wzrok kumpla, zrozumiał, że Patrick mówi prawdę. 

- Kurka wodna, stary ty nie żartujesz. – powiedział Chris patrząc się Patrickowi w oczy

- Nie. 

- Ja pierdziele mój kumpel się żeni. 

- No właśnie stary.... - Patrick na chwilę zamilkł, spojrzał na Wiktorię by poczuć od niej trochę wsparcia

- Co tak na mnie patrzysz. Z tą sprawą to do Chrisa – powiedziała Wiktoria widząc, jak partner na nią patrzy, Chodź wiedziała o co Patrick chce poprosić Chrisa

- Stary co jest? – spytał Chris

- Słuchaj.– powiedział z odwagą Patrick – Zostaniesz moim świadkiem.– dodał spoglądając na kumpla

- Ja!– zdziwił się Chris

- A jest tu jakiś inny Chris.– powiedział rozglądają się Patrick – Tak ty.– dodał

- Stary przecież ty masz tylu braci, A bierzesz kumpla na świadka.

- Nie martw się bracia mi wybaczą. A po drugie ustaliliśmy z Wiktorią, że do ślubu cywilnego bierzemy na świadków przyjaciół. Więc co zostaniesz moim świadkiem.

- Stary, jasne, że tak. – powiedział Chris ściskając Patricka 

W tym czasie do drzwi ktoś zadzwonił. Rebecka słysząc dzwonek podeszła do drzwi i otworzyła. Za drzwiami stał dostawca pizzy z trzema dużymi pizzami zamówionymi wcześniej przez Rebeckę. Rebecka widząc za drzwiami dostawcę zdziwiła się i podczas rozliczenia spytała mężczyznę, jak to się stało że on dotarł do jej mieszkania poprzez gdy ona nie usłyszała dźwięku domofonu. Mężczyzna wytłumaczył, że brama była otwarta, gdyż ktoś inny w tym czasie się wprowadzał. Rebecka zrozumiała wszystko i poprosiła, by na drugi raz, gdy będzie podobna sytuacja mężczyzna zadzwonił domofonem. Gdy wszystko było już ustalone Rebecka podziękowała za wszystko i zamknęła drzwi.

- Pizza już jest. – powiedziała Rebecka wchodząc do salonu – Jemy teraz czy później. – dodała 

- Teraz, bo nie wiem jak długo będziemy jeszcze tu z Wiktorią. – powiedział Patrick

- Trzy duże pizze. – zdziwił się Chris zaglądając do pudełek– Zawsze zamawiane były dwie duże jedna mała.

- Tak, ale wtedy nas była trójka. Teraz dochodzi Wiki, więc razem z nią zjem na spółkę dużą pizzę. Tylko nie wiem jaką lubisz. Dla chłopaków zamówiłam Calabrese i Prosciutto. A dla nas zamówiłam cztery sery. 

- Dla mnie w sam raz. Lubię cztery sery. 

- No to co. Zamiast piweczka, jakiś soczek. I bierzemy się za pizzę. –powiedział Chris zacierając ręce 

Rebeka wyjęła z jednego z kartonów cztery szklanki. Wypłukała je w kuchni i wraz z nimi przyniosła do salonu butelkę Pepsi. Chris rozlał napój do szklanek. Następnie cała czwórka siadając na składanych krzesłach w salonie pośród kartonó0w zaczęła zajadać się pizzą. 

Do domu Patrick wraz z Wiktorią wrócili dopiero po godzinie dwudziestej drugiej. Do tego czasu Chris wraz z Patrickiem skręcili meble do sypialni Chrisa i Rebeki, a także półkę na buty. Panie zaś rozpakowały wszystkie kartony z napisem kuchnia. 

Następnego dnia Wiktoria wraz z Patrickiem obudzili się kilka minut po godzinie 7:00. Obudziło ich delikatne gaworzenie małej Anji, która od kilku minut nie spała.

Patrick pierwszy poszedł do łazienki wziąć prysznic i ogolić się. Wiktoria natomiast przebrała pieluchę małej, następnie zostawiając małą w łóżeczku wyszła z sypialni i podeszła do aneksu kuchennego, by zrobić małej do jedzenia butelkę mleka modyfikowanego. Po kilku minutach mając już wszystko gotowe Wiktoria wraz z butelką wróciła do sypialni. Wyjęła małą z łóżeczka i usiadła z nią na łóżku i zaczęła ją karmić. 

W tym czasie Patricia, która słysząc nad swoją sypialnię dobiegające dźwięki z góry przyszła na poddasze by dowiedzieć się od brata i przyszłej bratowej co dokładnie zrobić im na śniadanie.

- Wiki, mogę czy jesteś w łazience.– powiedziała Patricia wchodząc na poddasze

- Możesz, możesz. Karmię małą.– odpowiedziała Wiktoria

- Chcesz kawę do śniadania.– spytała Patricia wchodząc do sypialni

- Oczywiście, że tak. – rzekła Wiktoria cały czas spoglądając na małą – A co planujesz na śniadanie. – dodała spoglądając tym razem na Patricie

- No właśnie się zastanawiam. Co powiesz na jajecznicę. 

- Jajecznicę. – powiedziała zastanawiająco Wiktoria – Dla mnie może być.– dodała z uśmiechem

- Ok. To idę robić. Bo może wcześniej chcecie wyjechać.

- Spokojnie kochana. Jeszcze się muszę wymyć, ubrać, dopakować kilka rzeczy małej. Na spokojnie zdążysz zrobić.

- Spakować, a co wy jeszcze chcecie spakować. – spytała zastanawiająco Patricia widząc w salonie przy kanapie stojące walizki

- Oj mamy, mamy. Powiedz cioci co trzeba jeszcze spakować. – rzekła Wiktoria podnosząc się razem z dzieckiem – Trzeba pochować kosmetyki cioci i wujka. Moje łóżeczko trzeba złożyć i schować do samochodu i lisek do schowania jest mój kochany pluszak. – dodała wsadzając mała z powrotem do łóżeczka. 

- No wiadomo, lisek najważniejszy. – uśmiechnęła się Patricia spoglądając na małą – Fajnie, że prezent od Mathe i dziewczynek jej się spodobał. – dodała wychodząc tym razem z sypialni 

- Ciocia idzie butelkę wymyć, a ty posiedź w łóżeczku. O proszę butelkę i mleko jeszcze mamy do spakowania. Całkiem bym o tym zapomniała.

-  Mleko byś jeszcze po drodze, gdzieś kupiła, ale butelka to już nie wiem, gdzie byście trafili na nią.

- Gdzieś by się kupiło. 

Wiktoria wymyła butelkę i wysuszyła. Następnie spakowała do torby butelkę i mleko. Patricia natomiast zeszła na dół i poszła do kuchni. Tam zaczęła pomału przygotowywać śniadanie na dziś.

Patrick słysząc dobiegającą za drzwiami łazienki rozmowę dziewczyn postanowił przeczekać chwilę w łazience. Pochował wszystkie swoje kosmetyki do kosmetyczki, a następnie gdy usłyszał, że Patricia wychodzi od nich, owinięty ręcznikiem wyszedł z łazienki. Widząc w szlafroku stojąca przy tapczanie Wiktorię podszedł do niej i objął ją od tyłu. Następnie delikatnymi pocałunkami zaczął całować jej szyję.

- Kocham cię. – powiedział muzyk odrywając się od pocałunków

- Ja też cię skarbie kocham.– powiedziała odwracając się twarzą do partnera– Ale nie teraz. Teraz to my musimy dokończyć spakowanie pozostałych rzeczy. A po drugie mała jest w drugim pokoju. – dodała

Patrick widząc odwróconą twarzą do niego Wiktorię zaczął rozwiązywać jej szlafrok. Następnie wsadził rękę do fig i zaczął głaskać jej pośladki. 

- Mała. – zdziwił się Patrick – To Patricia ją nie wzięła. – dodał

- Niestety nie. 

- Matko, a ja myślałem, że chociaż teraz spędzę namiętną chwilę z tobą. To kiedy wreszcie znajdziemy dla nas czas. 

- Znajdziemy. Po to jedziemy do Polski. – powiedziała Wiktoria próbując wyplątać się z ramion ukochanego

- Do Polski? Co masz na myśli. – zdziwił się Patrick

- Znając dziewczyny to szybko kapną się, że potrzebujemy rozkoszy i na pewno zajmą się małą, byśmy mieli chwilę dla siebie. – powiedziała Wiktoria wchodzą do sypialni

– Ffff...– zamyślił się Patrick– Tylko ciekawe czy na 100% tak będzie.– dodał idąc do sypialni

- Będzie, będzie. Ja je dobrze znam.

Wiktoria podeszła do krzesła stojącego przy oknie. Chwyciła z niego bieliznę, którą dzień wcześniej wyjęła wraz z ubraniem z walizki. Chwyciła jeszcze za beżowy t-shirt Patricka i ze wszystkim poszła do łazienki. Po drodze jeszcze ucałowała małą i poprosiła ukochanego by zajął się dzieckiem. W łazience Wiktoria wzięła prysznic. Pod prysznicem zaczęła zastanawiać się, jak powiedzieć mamie i przyjaciółkom, że za kilka dni bierze ślub z Patrikiem. Po namyśle postanowiła, że nie będzie nic ukrywać i powie prosto z mostu o tym co ją czeka. Będzie miała wtedy to wszystko z głowy.

Po wyjściu z pod prysznica Wiktoria wytarła się i ubrała na siebie bieliznę i t-shirt Patricka. Następnie zrobiła sobie delikatny makijaż i uczesała włosy. Po chwili pozbierała wszystkie swoje kosmetyki do kosmetyczki i wraz z nimi wyszła z łazienki. Przechodząc przez salon wsadziła swoją kosmetyczkę do walizki. Nastanie weszła do sypialni. Nie widzę w niej Patricka i małej Ani na spokojnie ubrała się w jasne krótkie spodenki dżinsowe i kremowy t-shirt z delikatnym nadrukiem kwiatów. Ubrała jeszcze czarne baleriny, a następnie wyszła z poddasze i zeszła na dół do kuchni. Widząc nałożoną już na talerz jajecznicę usiadła obok Patrici i zaczęła zajadać.

Po śniadaniu Patricia wiedząc, że Wiktoria wraz z Patrickiem mają jeszcze coś do spakowania poprosiła swoich synów by ci zaopiekowali się z małą Anją. Chłopcy przeszli wraz z dzieckiem do salonu. Tam zaczęli bawić się z nią klockami. Natomiast Patrick wraz z Wiktorią i Denisem poszli na poddasze. Zaś Patricia na spokojnie zajęła się sprzątaniem w kuchni. Na poddaszu panowie złożyli wspólnie łóżeczko turystyczne i wsadzili do pokrowca. Wiktoria natomiast pochowała pościel z łóżeczka do walizki z rzeczami małej. Do torebki Wiktoria pochowała jeszcze swój telefon i ładowarkę, a także smoczek małej.

Mając już wszystko spakowane Patrick wraz z Denisem zanieśli wszystkie walizki i łóżeczko do samochodu. Wiktoria zaś rozejrzała się po całym poddaszu czy czegoś nie zapomnieli. Widząc w sypialni na komodzie portfel z dokumentami Patricka chwyciła za niego i wraz z nim, nie widząc niczego innego, zeszła na dół. Widząc Patricka w salonie u Patrici, jak zabiera ostatnią z walizek do samochodu podała partnerowi jego portfel. Następnie widząc Patricie zmieniającą małej pieluszkę na kocu położonym na podłodze podeszła bliżej by przejąć obowiązki przy dziecku. 

- Daj Patricia przejmę już to wszystko.– powiedziała Wiktoria podchodzę do Patricii

- No bez przesady. Wiki jeszcze potrafię zmienić pieluchę u dziecka.– powiedziała Patricia zapinając pieluchę 

- A ok. A jak z jedzeniem. Jadła coś jeszcze. – spytała Wiktoria siadając na kocu obok dziecka

- Tak. Jakieś kilka minut temu Alex nakarmił małą kaszką owsianą.

- Ok. Czyli młoda dama jest najedzona. To super. 

- Wiki, słuchaj jest już kilka minut po wpółdo dziesiątej, jak chcesz to możemy się już zbierać. – powiedział Patrick wchodząc  z powrotem do salonu

- Wiesz co, a czemu nie. Mała najedzona i przewinięta więc możemy jechać.

- Ok. to się zbieraj.

- Ok tylko się załatwię i małą w wygodne spodnie ubiorę i możemy jechać. – powiedziała Wiktoria podnosząc się z, podłogi

- Wiki ja ją ubiorę. Daj mi tylko te spodenki. – powiedziała Patricia pokazując palcem na spodenki leżące na kanapie

Wiktoria chwyciła ze spodenki i podała Patrici. Następnie wyszła z salonu i poszła do toalety znajdującej się naprzeciwko salonu. W tym czasie Patrick widząc ubraną i gotową małą do drogi wziął ją na ręce i zaniósł do samochodu. Po drodze poinformował Wiktorię, że wraz dzieckiem czeka na nią w samochodzie. Wiktoria po wyjściu z toalety wróciła się jeszcze do salonu po swoją torebkę i mały plecaczek, w którym było kilka bajek do czytania dla małej. Wiedząc, że w najbliższy czwartek odbędzie się pogrzeb Emmy i Hansa, na którym rodzina Kelly się pojawi, Wiktoria na szybkiego się pożegnała z Patricia i Denisem, a następnie wyszła przed dom i wsiadła do wiśniowego BMW. 

Jako pierwszy za kierownicą wsiadł Patrick. Muzyk wyjechał spod domu, a następnie skierował się w stronę Monachium. Z stamtąd bez żadnego zastanowienia zjechał na autostradę, która prowadziła w stronę Norymbergi. A potem para pojechała autostradą, aż do granicy. Następnie przekraczając granicę skierowali się w stronę rodzinnego miasta Wiktorii.

Podróż upłynęła im bez żadnych utrudnień. Tylko dwa razy robili postój. Raz by zatankować, nakarmić i zmienić małej pieluchę. Drugi raz by samemu coś zjeść, a także nakarmić i zmienić małej pieluchę.

Po ponad 7 godzinach jazdy Patrick dojechał do rodzinnego miasta Wiktorii. Wiktoria wiedząc, że jeszcze niespełna 20 minut zajmie im dojazd do bloku, wyjęła z torebki swój telefon i zadzwoniła do swoich braci Antoniego i Janka i poprosiła ich, by panowie podjechali do nich i pomogli z bagażami. Zadzwoniła jeszcze do swojej przyjaciółki Ani i poinformowała ją, że za kilka minut będą pod domem. 

Wjeżdżając w ostateczną ulicę, na której mieszkała Wiktoria, Patrick bez problemu zaparkował pod blokiem. Pod bramą czekali już na nich Janek wraz z Alanem, a także Ania wraz ze swoim mężem  Tomkiem.

- Hej Aniu. – powiedziałam Wiktoria wychodzą z samochodu

- No hej.– odpowiedziała Ania witając się z Wiktorią – Daj to co mogę to ja wezmę.– dodała Ania odbierając od Wiktorii jej torebkę – O Justa, no hej. Co ty tutaj robisz. – zdziwiła się Ania widząc pod chodzącą do nich Justynę

- Jak to co. Przyszłam kogoś poznać. No posuńcie się. – powiedziała Justyna przeciskając się między dziewczynami – No hej maleńka, jaka ty śliczna. Ciocia kupiła ci sukieneczkę. – dodała wyciągając Anje z samochodu

- Ta to ma wzięcie. – powiedziała Ania widząc, jak przyjaciółka trzyma na rękach mała Anje

- Siema stary.– powiedział Janek witają się z Patrickiem

- No hej.

- Dobra stary mów co mamy zabierać na górę.– powiedział Tomek witając się z Patrickiem

- A gdzie ojciec? – spytała Wiktoria witając się z Alanem

- A nie wiem. Mi kazał przyjechać A gdzie on... fff.. Nic mi nie wiadomo. 

W tym czasie po kilku minutowym spóźnieniu do samochodu podszedł Antoni.

- Hejka, sorry za spóźnienie. Telefon od lekarza miałem. – powiedział Antoni

- Hej stary nie ma sprawy. – powiedział Patrick witając się z bratem Wiktorii

- Od lekarza, a coś się stało.– powiedziała zastanawiająco się Wiktoria słyszą słowa brata

- Nie nic. Dzwonili z punktu szczepień, chodzi o to szczepienie Weroniki w sprawie HPV.

- A to. Kiedy Młoda dama idzie się szczepić. 

- W następny poniedziałek. Dzwonili by potwierdzić wizytę. Najpierw to ja muszę ją przywieść z Karpacza.

- Z Karpacza?! – zdziwiła się Wiktoria 

- Siostra co ty zapomniałaś, Weronika jest na obozie harcerskim. – powiedział Antoni spoglądając 

- Aaa… sorry bracie. Moje myśli są gdzie indziej. 

Patrick podszedł do bagażnika i otworzył go. Następnie po kolei wyjmował walizki i inne rzeczy z niego i podawał chłopakom. Wiktoria natomiast wyjęła z samochodu torbę z rzeczami małej i podała Ani. Następnie wraz z małą Anją i dziewczynami poszła do domu. Panowie zaś po kolei zaczęli wnosić wszystkie rzeczy do mieszkania.

W mieszkaniu Wiktoria przywitała się z Agnieszką, która w tym czasie przygotowywała kolację dla wszystkich, a także z psem. Następnie weszła do swojego pokoju i wiedząc, że zaraz wparują do niego panowie chwyciła za spodnie dresowe i beżowy t-shirt leżące na krześle i z tym wszystkim poszła do łazienki, by tam przebrać się w domowa ciuchy.

Po wyjściu z łazienki Wiktoria chwyciłam za torbę, w której były kosmetyki małej Anji. Wyjęła z niej otwartą paczkę pieluch i poprosiła przyjaciółki by te przebrały małą. Sama zaś poszła do kuchni, by zrobić sobie, Patrickowi i braciom kawy.

Panom udało się za pierwszym razem wszystko wnieść do mieszkania. Pomógł im Andrzej, sąsiad z piętra wyżej, który w tym czasie wracał ze swoim psem Todo, szorstkowłosym jamnikiem. Wziął ze dwie walizki i przyniósł pod drzwi.

Po wejściu do mieszkania Patrick wraz z Jankiem od razu zajęli się rozkradaniem łóżeczka. Antoni zaś wraz z synem i Tomkiem zajęli się skręcaniem krzesełka. 

- Wiktoria łóżeczko już złożone. Możesz pościel rozkładać małej. – powiedział Patrick wchodząc do salonu, w którym w tym czasie była Wiktoria – Trzeba go tylko dobrze ustawić. – dodał upijając łyk swojej kawy

- Jasne już idę. – powiedziała Wiktoria spoglądając na Patricka

- Żeby łóżeczko się zmieściło musieliśmy trochę łóżko przesunąć i stolik nocny. – powiedział Janek

- My też już skończyliśmy. Krzesełko skręcone. – rzekł Antoni podnosząc się z podłogi

- Matko święta ponad godzinę, żeby tyle czasu skręcać krzesełko. Dobrze kochanie, że my nie mamy dzieci. – powiedział Tomek obejmując Anię

- Nie ciesz się, bo różnie może być. – powiedziała Ania spoglądając na męża. Po słowach Ani wszyscy się zaśmiali. Tylko Tomkowi nie było do śmiechu. Spojrzał poważnym wzrokiem na żonę i spytał:

- Czekaj czy ty jesteś w ciąży? 

- Nie, nie jestem w ciąży. Aż tak to nie oszalałam. – powiedziała Ania

- Na pewno. Bo wiesz że ja...

- Na pewno. Gdzie byśmy się tutaj z dzieckiem pomieścili. Pójdziemy na swoje to wtedy się możemy starać o dziecko.

- A okej. 

W tym czasie, Wiktoria chwyciła za jedną z walizek i wraz z nią poszła do sypialni. Tam widząc, jak zostało ułożone łóżeczko. Ustawiła go bliżej dużego łóżka, tak by łóżeczko nie blokowało dostępu do komody. Sprawdziła jeszcze szuflady komody, by dowiedzieć się którą z szuflad dziewczyny opróżniły z jej ubrań na prośbę Wiktorii. Wiedząc, że pierwsza górna szuflada jest pusta Wiktoria chwyciła za walizkę i wyjęła z niej pościel i prześcieradło wsadzając od razu do łóżeczka. Wyjęła także ubranka dla małej i wsadziła do pustej szuflady komody. Następnie słysząc, że Antoni ją woła wyszła z pokoju.

- Dobra siostra muszę już lecieć. Widzimy się jutro na obiedzie. – powiedział Antoni widząc podchodzącą do niego siostrę

- Ok., dzięki bracie że nam pomogłeś.– powiedziała Wiktoria spoglądając na brata

- Nie ma sprawy. 

- A Anton, bo zapomnę. Patricia kazała wam, przekazać, że byście nie szaleli z noclegiem. Oni sami załatwią sobie hotel. Tak samo jest z Angelo i Kirą. – powiedział Michael podchodząc do kumpla by się z nim pożegnać

- Kolejni. Wczoraj rozmawiałem z Johnem i poinformował, że też będą nocować w hotelu, jak Jimmy i Joey. 0Dobrze chociaż, że Paul, Kathe i Barby będą u nas nocować. Bo znając mamę, wam by nie wybaczyła. 

- Niech zgadnę. Mathe ma już zagwarantowany nocleg u Doroty. – powiedziała Wiktoria

- Tak. Dośka już od jakiegoś czasu o niczym innym nie mówi, jak o przyjeździe starej psiapsiółki.– powiedział Antoni głaszcząc psa – Dobra ja naprawdę lecę. Muszę chłopaków odebrać z urodzin kolegi.– dodał

- A Antek jeszcze jedna sprawa. Mówiliście z Alanem o Testamencie Hansa i Emmy.– spytała Wiktoria

- Pytasz czy powiedziałem o... szalonej decyzji Hansa.– powiedział Antoni spoglądając na siostrę i Patricka

- Tak.– powiedzieli wspólnie Wiktoria z Patrickiem

- Nie. To już do was należy. Ja jedynie co powiedziałem to o decyzji w sprawie ich pochówku w Polsce.

- Alan a ty.– powiedziała Wiktoria zaglądając do salonu – Powiedziałeś babci o testamencie.– dodała spoglądając na chłopaka

- Nie. Ojciec w drodze powrotnej powiedział, że lepiej żebyście to wy sami powiedzieli, że macie się pobrać.

- Cooo?– powiedziały wspólnie dziewczyny słyszą słowa Alana

- Pobrać O czym wy mówicie.– dodała Ania

- Ups ... Sorry Wiki.

Janek słysząc słowa bratanka zaśmiał się. 

- Stary coś ty walnął za bajkę.– powiedział ze śmiechem Janek

- Niestety stary to nie bajka. Oni naprawdę muszą się pobrać. Więcej jutro się dowiesz.– powiedział Antoni zaglądając do salonu– Dobra siostra ja naprawdę lecę. Pa.

Antoni wyszedł z mieszkania. Wiktoria zaś wraz z Patrickiem wrócili do salonu. Tam poinformowali wszystkich o treści testamentu Hansa. Poinformowali też o zbliżającej się dacie ich ślubu. Wszyscy ucieszyli się i pogratulowali Wiktorii i Patrickowi.



 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 46: Santa Maria - The Kelly Family

Rozdział 47: You Got Me Rockin' Now - The Kelly Family

Rozdział 45: Tolerancja - Stanisław Sojka